Pierwsze rozruchy
Styczeń roku 1917 absolutnie nie zapowiadał ogromnych zmian, jakie miały już niedługo zajść w państwie carów. Owszem, sytuacja w kraju była fatalna - szerzyła się bieda i głów, robotnicy żyli w fatalnych warunkach, wojska rosyjskie przegrywały z niemieckimi bitwę po bitwie, rząd nie potrafił sobie z niczym poradzić. Taka sytuacja jednak istniała już od dawna, teraz po prostu coraz bardziej się pogłębiała. Okazało się, że w lutym kielich goryczy narodu rosyjskiego został przelany. Doszło wówczas do manifestacji w Petersburgu, początkowo absolutnie niegroźnych. Ot, kobiety pracujące wyszły na ulice i zaczęły domagać się chleba - było bowiem wiadome, że zapasy jakimi dysponowało miasto starczą na nie więcej niż 10 dni. Do protestujących kobiet szybko przyłączyli się robotnicy kilku wielkich fabryk. Wraz z upływem czasu postulaty manifestujących przybierały coraz bardziej polityczny charakter. Szansę szybko wywęszyli socjaliści, którzy zaczęli coraz to kolejnych robotników zachęcać do protestów. Bardzo szybko na ulicach Petersburga zebrał się ogromny tłum - szacunki policyjne mówią o 150-200 tysiącach protestujących. Carat - w obliczu żądań tegoż tłumu - stanął przed bardzo wielkim problemem.